Bym zapomniał… Na stronach Mojego Jabłuszka znajduje się już najnowszy listopadowy numer pisma. Zapraszam, szczególnie, że w tym numerze znajdziecie dwa moje artykuły oraz opis bloga Spider's Web.
"Pająk w sieci" to pierwszy tekst z serii podsumowań wydarzeń w świecie Apple w mijającym miesiącu.
"P2P" to już druga odsłona ciekawego cyklu z serii mail-odpowiedź, który redaguję z Piotrem Chylińskim.
Numer 11 jest o grach na makach oraz wszystkim co jest z tym związane, czyli kontrolerach, serwisach www, iPodach i iPhone'ach. W nowym numerze przeczytać można pierwsze wrażenia z pracy na najnowszych Macbookach, czy poczytać o głośnikach BOSE. Jest też klasyczny kij w mrowisko - mak świetnie współpracuje z microsoftowym Xboxem. Na deser poczytacie o kaczce z jabłkami oraz Kasi Klich.
Moje Jabłuszko 11
środa, listopad 19, 2008
Autor:
Przemysław Pająk
Etykiety: Moje Jabłuszko, prasa, publikacje, Spider's Web
Etykiety: Moje Jabłuszko, prasa, publikacje, Spider's Web
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)









komentarze
3 odpowiedzi do "Moje Jabłuszko 11"A kto Ci napisał taką laudację na całą stronę? Może nam zdradzisz, bo zapomniano się podpisać. Nie mówiąc już o tym, że przedtawia się Twój blog w sposób iście PR-owski, jako coś czym nie jest. Bo oprócz niewątpliwych zalet zapomniano wspomnieć o:
- manipulacjach tekstem źródłowym i wnioskami (czyli "sprzedawaniu" czytelnikom wyssanych z palca informacji),
- zamieszczaniu tłumaczeń z cudzych (zagranicznych) artykułów jako własnych,
- występowaniu błędów merytorycznych (czasem poważnych),
- braku szacunku dla czytelników (których opinie ignorujesz, krytykę nazywasz faszyzmem, wobec których używasz prymitywnych odzywek w stylu "weź pigułkę").
Wreszcie, nie wspomiano o wątpliwościach natury etycznej jakie rodzą się wobec powyższych, co - zebrawszy do kupy - czyni Spider's Web blogiem słabym, a Twoje pisanie umieszcza na krawędzi poprawności. W mojej ocenie, poza nielicznymi wyjątkami, które oczywiście należy docenić, uprawiasz PR i autopromocję (poza nieskrępowaną promocją Apple naturalnie), a nie dziennikarstwo, którego blogowanie jest formą.
To tyle w kwestii "laudacji" z Mojego Jabłuszka. Osobiście nieco dziwię się redaktorom MJ (ktore uważam za pismo ambitne i dopracowane treściowo), że firmują całostronicową reklamą blog, który bywa tak niedbały w treści i budzi tak wiele wątpliwości w dziedzinie etyki dziennikarskiej oraz co do intencji autora. Naturalnie jest to moja (choć nie tylko) ocena. Osobiście polecam (także redaktorom MJ) czytanie Spider's Web z uwagą i ostrożnością w przyswajaniu niektórych informacji w nim zawartych (wystarczy sprawdzać źródła by nierzadko dokonać "ciekawych" odkryć).
Drogi Makojadzie, jest mi najzwyczajniej w świecie przykro. To, w jaki sposób ciągle mnie atakujesz nie jest miłe. Nie podoba Ci się sposób w jaki piszę, to nie czytaj mojego bloga. Nikt Cię przecież do tego nie zmusza.
Proszę zrozum, ja sobie żadnego prawa do niczego nie uzurpuję. Nie kreuję się na niewiadomo kogo. Nie mam ambicji osiągania niewiadomo czego dzięki blogowi. Nie chcę nikomu nic udowadniać, ani nikogo zmieniać.
Ja chcę pisać o Apple i nowych technologiach, gdyż sprawia mi to przyjemność. Cieszę się także wtedy, kiedy rośnie mi oglądalność. Lubię też wykorzystywać działania marketingowe do promocji mojego bloga, bo od zawsze w ten sposób działam. Pracuję w branży marketingowej już prawie 10 lat. Nie znam innego sposobu działania, zawsze tak działałem. Po prostu, jak coś robię staram się to dobrze robić. Jeśli Ty oceniasz to negatywnie, to trudno. Nie mam zamiaru nic zmieniać. Podoba mi się tak jak jest. Mimo wszystko wydaje mi się, że jakąś tam niszę sobie w naszej apple'owej blogosferze znalazłem. Jeśli Ty nie uważasz, że mój blog jest warty czytania, to nie czytaj. Ale daj czytać innym, niech oni sami ocenią.
Poza tym "PR" nie jest kłamstwem jak sugerujesz. W ogóle nie można tego w kategoriach prawda/fałsz rozpatrywać.
To ostatni raz kiedy odpowiadam na Twoje zaczepki.
To nie zaczepki, a zwykła ocena czytelnika, w nawiązaniu do bezkrytycznej reklamy w Moim Jabłuszku, mającej za zadanie - a jakże - promocję Twojego bloga, a więc Twojego stylu dziennikarstwa, stylu pisania o Apple. Stylu oraz treści.
Jeśli uważasz moją ocenę za niewłaściwą, napisz co jest w niej niewłaściwe. Tego oczekiwałbym od człowieka pióra i "autora tekstow" (jak się określasz w wielu miejscach), nie zaś biadolenia i odwoływania się do moich emocji. Naturalnie, że jest mi Cię żal, ale nie dlatego, że podlegasz krytyce. Piszesz publicznie, podlegasz krytyce - to jest fundamentalna zasada, której - jak się zdaje - pragniesz uniknąć w swojej "dziennikarskiej przygodzie". Żal mi Ciebie, bo nie respektujesz praw, którymi rządzi się publiczne przedstawianie swoich myśli i prezentowanie informacji, niezależnie od dziedziny - czy tematem jest Apple czy inne interesujące zagadnienia. A przede wszystkim żal mi czytelników, którzy dają Tobie wiarę, dając jednocześnie wiarę, jak się okazuje, manipulacjom, autopromocji, dowolnemu i bez zasad kształtowaniu ich opinii nieprawdziwymi i zniekształconymi informacjami czy wnioskami.
Piszesz "Pracuję w branży marketingowej już prawie 10 lat. Nie znam innego sposobu działania, zawsze tak działałem." i obnażasz meritum całego problemu, który staram zauważać i pisać tutaj (a nie atakować) nie po raz pierwszy. W tych dwóch zdaniach obnażyłeś swoją słabość jako autora tekstów, wyraziciela opinii czy też komentatora wydarzeń i procesów. Dziennikarstwo (bo tak nazywam pisanie tekstów na blogu/blogach, w Moim Jabłuszku, czy wreszcie w Newsweeku) to nie PR!, W tym rzecz! To Ty sam sobie postawiłeś diagnoze: "Nie znam innego sposobu działania." Myślę, że przez rozpoczęciem "zabawy w dziennikarza" należało się zapoznać z wymaganiami warsztatu (w którym rzetelność jest żelazną zasadą), to raz. A dwa, nie przekonuje mnie Twoje nagłe pokorne wyznanie, że Ty "nie chcesz osiągnąć niewiadomo czego", że "piszesz tylko dla przyjemności", że jesteś tylko "pasjonatem produktów Apple". Nie jestem Przemku tak naiwny, bo Twoje działania, które od początku obserwuję, mówi inaczej.
Czy można uwierzyć, że ktoś, kto chce wpływać na kształt MyApple (nie udało się), zakłada własny blog upstrzony reklamami, pisze w Newsweeku (Przemku, bądzmy szczerzy, chyba nie zostałeś oddelegowany do Newsweeka jako przedstawiciel polskiego środowiska makowego; choć, jak pamiętasz, zaliczyłem Ci to za sukces i nie zmieniam zdania), promuje się na łamach innych blogów oraz - dość agresywnie, na łamach Mojego Jabłuszka - czy można uwierzyć, że robi to z czystej pasji, gdyż pisanie "sprawia mu przyjemność"? Załóżmy że tak. Ja przyjąłem takie założenie - że lubisz pisać, bo piszesz w ciekawy sposób, z wyobraźnią. Ale moje założenie prysło w obliczu rzeczywistości, gdy zobaczyłem :
- manipulacje cytatami,
- przekłamania w sposobie argumentacji i w posiłkowaniu się cudzymi opiniami (w tym czytelników0,
- tłumaczenia tekstów zachodnich dziennikarzy podawane jako swoje (bez podania autora czy przyznania się, że to cudze słowa),
- agresywną promocję i wszędobylski PR
- brak bezwzględnego szacunku dla czytelników, których np. autor obdarza prymitywnymi określeniami (z czytelnikami można się nie zgadzać i ich kontrkrytykować w dobrym stylu, ale co można powiedzieć o kimś, kto bierze odwet na czytelniku za to, że odważył się poddać w wątpliwość kompetencję autora, po czym obsmarowuje czytelnika bezpardonowo we wpisie i komentarzach - to jest bardzo niski poziom, nie uważasz?)
- nieumiejętność przyjmowania krytyki
Poza tym, wracając na chwilę do Mojego Jabłuszka i agresywnej promocji, bo od tego zacząłem. Jest różnica Przemku między 3-ma oto takimi działaniami: 1. pisanie artykułu w czasopiśmie, serwisie czy na cudzym blogu, 2. wpływanie na kształt czasopisma, serwisu czy cudzego bloga, 3. autopromocja autora w czasopiśmie, serwisie czy cudzym blogu. Dziennikarzowi, który ceni wartość i rolę słowa tak naprawdę pierwsze działanie wystarcza za wszystkie trzy. Jak widać Przemku Tobie sam fakt "przyjemności jaką daje pisanie" nie wystarcza.
Dlatego obecnie nie wierzę Przemku w Twoją bezinteresowność, z całym szacunkiem. Istnieją w polskim makowym światku bezinteresowne blogi, które obywają się bez nachalnej promocji, a ich autorzy nie przedstawiają się na dzień dobry jako specjaliści od tego czy tamtego, ale po prostu piszą czy dzielą się swoimi opiniami, a przede wszystkim nie traktują czytelników jak osłów, którym można wszystko sprzedać, byle by tylko autor mógł się "cieszyć, kiedy rośnie mu oglądalność", a przy okazji cieszyć się z wpływów z reklam. I pozwają aby czytelnicy oceniali ich działalność, a jeśli przydarzy im się błąd, przepraszają i zamieszczają sprostowanie. Niestety w Twoim przypadku nawet w tej ostatniej kwestii nie trzymasz fasonu. W efekcie wielokrotnie wykazywanych przekłamań nigdy nie ujrzałem słowa przepraszam czy sprostowania (a przecież nie piszesz tylko dla mnie), co więcej, w jednym przypadku to Ty nakazałeś mi Cię przeprosić za to, że ośmieliłem się wykazać rażące i - zdaje się celowe - manipulacje i nabijanie czytelników w butelkę. Komentarz zbędny.
Oto dlaczego postawa bezinteresowności z całostronicową reklamą w Moim Jabłuszku do mnie nie przemawia. Nie przemawia do mnie także rysowanie siebie jako ofiary ataków. Może przypomnę Ci Przemku oraz czytelnikom pewne bezpardonowe zwroty w moim kierunku, które nie poświadczą o Twojej szlachetności i nie potwierdzą statusu ofiary, jaki sobie nadajesz. Przypomnę Ci, że jeszcze nie dawno, gdy wykazałem Ci niekompetencję, kazałeś mi "wziąć pigułkę, bo jeszcze jej w ten dzień nie brałem", gdy ośmieliłem się wykazać podstawowe i szkolne błędy w tłumaczeniu oraz manipulację, nazwałeś moją krytykę "faszyzmem", w innym miejscu (na Fotogenii), ni stąd ni zowąd, bez związku, zostałem przez Ciebie określony jako "bufon". Nie mam nic przeciwko krytyce mojej osoby, masz do niej prawo, ale mam wiele przeciwko fałszowaniu przez Ciebie rzeczywistości i określaniu się "ofiarą ataków". No cóż, mój przykład, Przemku, pokazuje tylko co może spotkać czytelnika, który odważy się Twoje treści krytykować.
Aby zakończyć, zacytuję Twoje słowa skierowane do mnie: "Jeśli Ty nie uważasz, że mój blog jest warty czytania, to nie czytaj. Ale daj czytać innym, niech oni sami ocenią." Przemku, po pierwsze, skoro czytam Twój blog (od samego początku), a nawet zadaję sobie trud prostowania niektórych spraw, to chyba przyznaję tym samym, że warto czytać. Samo czytanie nie niesie w sobie żadnego ładunku, dodatniego czy ujemnego. Co się liczy to: 1. czytana treść, 2. to jak się czyta (czy mądrze, czy bezmyślnie) i 3. osoba autora. Niniejszym po raz kolejny zachęcam ewentualnych czytelników mojego długawego komentarza do czytania Spieder's Web z uwzględnieniem tych trzech czynników. Jestem pewien, że wtedy będzie czytelnikom łatwiej dokonać oceny, choć nie jestem pewien (i obawiam się) jaka reakcja ich spotka ze strony autora gdy odważą się na krytykę.
Byłbym zapomniał. Przemku nie odpowiedziałeś na pytanie: kto Ci napisał tak szczodrą recenzję w Moim Jabłuszku?. Nie zapominaj, że o to pytałem na samym początku.
P.S. Pół krolestwa dla tego, kto znajdzie w moim pierwszym komentarzu słowa, którymi "sugeruję, że PR jest kłamstwem." Aha, Przemku, kłamstwo i prawda to nie są terminy, którymi zajmuje się PR, więc nie wiem czy jesteś kompetentny do określania zasad według ktorych orzeka się o wartości moralnej danego działania.
Prześlij komentarz