Polacy naprawdę kupują smartfony

3 komentarze

W dzisiejszym wydaniu "Gazety Prawnej" Tomasz Świderek rozmawia z Tomaszem Leśniakiem, szefem HTC w Polsce i Europie Wschodniej. Najciekawsza informacja jest taka, że rynek smartfonów w Polsce rośnie szybciej niż na Zachodzie. W tym roku sprzedaż zaawansowanych telefonów w Polsce może wzrosnąć do 1 mln sztuk. To potwierdza wcześniejsze wyliczenia "Rzeczpospolitej".

Na świecie w I kwartale 2009 r. sprzedaż komórek spadła o 8,6%, ale rosła - o 12,6% sprzedaż smartfonów. Jak informuje Tomasz Leśniak, w Polsce sytuacja jest podobna, przy czym wzrost sprzedaży smartfonów jest jeszcze bardziej dynamiczny, bo aż 20%. Szef HTC Polska wyjaśnia, że dzieje się tak dlatego, że spowolnienie gospodarcze w swej pierwszej fali odczuwają ludzie gorzej sytuowani. Oni nie kupują drogich urządzeń i dotyczy to nie tylko telefonów, ale także komputerów. Lepiej sytuowani nadal jednak chętnie je kupują. Smartfony są także kupowane przez firmy poszukujące w trudnych czasach rozwiązań, które pozwolą im szybko i prężnie odpowiedzieć na potrzeby klientów. Smartfony zwiększają bowiem mobilność pracowników i usprawniają pracę firmy.

HTC na świecie ma około 5% udział w rynku smartfonów i bije się o trzecie miejsce z Apple i jej iPhone'm. W 2008 r. HTC sprzedał w sumie ok 12 mln komórek, w tym 5,9 mln pod własną marką. Warto jednak zauważyć, że HTC sprzedaje mnóstwo telefonów nie pod swoją marką, a pod markami operatorów. Licząc także te urządzenia, udział HTC wynosi około 10% globalnego rynku smartfonów. Udział HTC w polskim rynku smartfonów to również ok. 10%

Wprawdzie Tomasz Leśniak ani razu nie wspomina iPhone'a, ale wydaje się, że to właśnie urządzenie Apple stoi za bardzo wysokim wzrostem zainteresowania smartfonami przez Polaków, także tych od HTC. Sukces promocji pierwszego smartfona z mobilnym systemem operacyjnym Google'a - HTC G1 - na pewno ugruntował pozycję zaawansowanych telefonów w świadomości konsumenta polskiego. To jednak zdecydowanie pole rażenia marketingowego iPhone'a stoi za wzrostami sprzedaży całej branży. Warto by na przykład zrobić badania pod kątem poziomu świadomości marek smartfonów w Polsce. Jestem przekonany, że spontaniczna świadomość marki iPhone (czyli taka, w której konsument sam wymienia marki znane mu z kategorii) oscylowałaby na poziomie 50%, a przy tzw. świadomości wspomaganej (czyli takiej, kiedy konsument odpowiada na pytanie czy zna daną markę) - na poziomie ponad 75%. Świadomość marki ma kolosalny wpływ na sprzedaż jej produktów. Mimo, iż HTC ma na pewno mniejszą świadomość marki niż iPhone, a Top of Mind (czyli pierwsza marka przychodząca konsumentowi do głowy na pytanie o daną kategorię) zapewne bliską błędu statystycznego, to sprzedaż mimo to rośnie wraz z całą kategorią.

Czytaj dalej...

dodajdo.com

Google Chrome, czyli co Schmidt robi w zarządzie Apple

2 komentarze

Nie dalej jak dwa miesiące temu media donosiły, że amerykański odpowiednik polskiego UOKiK sprawdza czy Apple i Google nie łamią zasad uczciwej konkurencji. To za sprawą CEO Google'a Erica Schmidta, który zasiada w zarządzie Apple. Po ogłoszeniu przez Google'a prac nad systemem operacyjnym Chrome sprawa wygląda jeszcze bardziej dziwnie i tajemniczo.

Informacja ze środowej nocy czasu polskiego rozgrzała do czerwoności łącza internetowe na całym świecie: Google będzie miał swój własny system operacyjny oparty na kernelu Linuksa. Najpierw będzie instalowany w netbookach - zyskujących od dwóch lat gwałtownie na popularności małych i relatywnie tanich komputerach, które głównie korzystają z programów zainstalowanych na odległych od nich serwerach. Później ma trafić do pełnoprawnych komputerów, a świat według Google'a ma zmienić sposób korzystania z komputera ze stacjonarnego na cloud computing.

I choć decyzja Google'a uderza przede wszystkim w miękkie podbrzusze Microsoftu, to paradoksalnie największą konfuzję może powodować w Apple. Z dnia na dzień stworzył się bowiem bardzo istotny konflikt interesów związany z osobą Erica Schmidta - szefa Google'a, który jednocześnie zasiada w zarządzie Apple. Mimo, iż przecież obie firmy współpracują w dość harmonijny przy rozwoju m.in. iPhone'a, to powstanie Chrome OS stawia obie firmy w jawnej opozycji konkurencyjnej. Chrome OS wkracza nie tylko na rynek, na którym walczy Mac OS X, ale także iPhone OS X (poprzez nacisk na lekkie aplikacje mobilne).

Możliwych scenariuszy jest kilka, ale żaden z nich na pewno nie spodoba się regulatorom rynku w Stanach Zjednoczonych. Jeśli Schmidt i Jobs doszli do porozumienia, że nie będą sobie robić krzywdy, a oboje skoncentrują się na walce z Microsoftem, to Federal Trade Commission uzna to z pewnością za zmowę mającą na celu ograniczenie konkurencji. Jeśli obie firmy będą jawnie walczyć o tą samą niszę rynku, mogą pojawić się zarzuty wynoszenia i wykorzystywania poufnych informacji przez Schmidta (tzw. insider trading). Jeśli obie firmy będą dalej milczały - tak jak milczą do tej pory w sprawie relacji Schmidt - Apple po ogłoszeniu Chrome OS - to niekończące się medialne spekulacje mogą zaszkodzić giełdowej wycenie obu spółek, a oba zarządy mogą zostać posądzone o działanie na szkodę spółek.

Jest też oczywiście aspekt czysto pragmatyczny. Jeśli do tej pory Eric Schmidt opuszczał posiedzenia zarządu, na których omawiane były kwestie stanowiące pole konkurencji między Google a Apple, to co będzie teraz kiedy praktycznie 75% poruszanych kwestii będzie związanych z konkurencyjnymi projektami.

Wydaje się, że jest jakaś przesłanka, której media i giełdowi analitycy w ogóle nie znają. Dlatego, dzisiaj, kilka dni po oficjalnej informacji Google mówiącej o powstaniu Google Chrome OS jeszcze bardziej zasadne i intrygując jest pytanie: co robi Eric Schmidt w zarządzie Apple?

AKTUALIZACJA: Jak donosi Reuters, Eric Schmidt ma zamiar porozmawiać z Apple na temat jego przyszłości w zarządzie firmy. Tym samym można założyć, że szef Google zaczyna widzieć istnienie kolizji w związku z jego funkcją w zarządzie Apple.

Czytaj dalej...

dodajdo.com

Jonathan Ive na temat istoty sukcesu Apple

0 komentarze

Główny projektant Apple, którego postać powoli zaczyna wzbudzać emocje porównywalne do tych, jakie towarzyszą Steve'owi Jobsowi został ostatnio uhonorowany doktoratem honoris causa przez Royal College of Art (RCA). Rozmowie po oficjalnej ceremonii z rektorem RCA, Sir Christopherem Fraylingiem, przysłuchiwało się siedmiuset londyńczyków.

Jednym z nich był dziennikarz "BusinessWeeka". Według jego relacji Jonathan Ive chętnie mówił o istocie sukcesu firmy Apple. Według Ive'a, celem Apple nie jest sukces komercyjny, lecz po prostu projektowanie i rozwijanie dobrych produktów. Konsekwencją tego jest zaufanie konsumentów i co za tym idzie pieniądze. Taka postawa przejawia się w małej liczbie produktów, którą Apple rozwija. - Nie staramy się pokazywać produktów, które są po prostu inne. Inne i nowe to relatywnie łatwe sprawy. Zrobić coś co jest z natury rzeczy lepsze, to dużo trudniejsza sprawa - tłumaczy Ive.

Jonathan Ive skrytykował firmy, które opierają swoje strategie biznesowe na tym co nowe, a nie na tym co lepsze, wydając duże ilości nowych produktów, aby przetrwać na rynku. Według Ive'a firmy, które nie mają za swój główny cel innowacji, mają marne szanse na globalny sukces. - Jeśli zaangażowanie w innowacyjność i wzornictwo nie będą autentyczne, to nie będzie możliwe zbudowanie odpowiedniej kultury organizacyjnej - mówi.

Czym Ive kieruje się wybierając do pracy w Apple inżynierów? Wiarą, pasją i oddaniem w dążeniu do perfekcji. Główny projektant Apple z rozbawieniem relacjonuje rozmowy z potencjalnymi kandydatami do pracy w firmie Steve'a Jobsa, którzy prezentują swoje projekty i krytykują sposób, w jaki finalnie pojawiły się one na rynku. Jonathan Ive tłumaczy, iż mimo że miał podobne doświadczenia pracując dla innych firm przed Apple, to projektant, który naprawdę dba o to, co się pojawia finalnie na półkach sklepowych musi znaleźć sposób, aby odcisnąć swoje piętno na finalnym produkcie. Praca projektanta nie kończy się bowiem na studio i rysunku. Projektanci muszą być w pełni zaangażowani na każdym etapie cyklu życia produktu, począwszy od konceptu aż do półki sklepowej, a nawet i poza nią.

Czytaj dalej...

dodajdo.com

Kongres złamie monopole na linii producent - telekom?

1 komentarze

Jeśli chodzi o zmiany w prawie i zasadach funkcjonowania rynku telekomunikacyjnego, to prym wiodą Stany Zjednoczone. To zazwyczaj na rynku amerykańskim wdrażane są zmiany, które skutkują podobnymi przeobrażeniami w Europie. Wczoraj "Wall Street Journal" doniósł, że najprawdopodobniej wkrótce Kongres ukróci praktykę sieci mobilnych i producentów smartfonów, którzy podpisują umowy na wyłączność.

Departament Sprawiedliwości (czyli odpowiednik polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości) wszczął nieformalne śledztwo w sprawie sprawdzenia, czy wielkie amerykańskie telekomy, takie jak A&T czy Verizon nie wykorzystują swojej dominującej pozycji na rynku. To śledztwo jest związane z inicjatywą komisji senackiej, która bada umowy na wyłączność pomiędzy sieciami mobilnymi a producentami telefonów.

Chodzi oczywiście o pewien fenomen na amerykańskim rynku telekomów. Trzy główne telekomy prześcigają się w podpisywaniu umów na wyłączność z producentami najnowszych gadżetów elektronicznych: AT&T (82 miliony klientów) jest wyłącznym dystrybutorem iPhone'a, Verizon (72 miliony abonentów) ma na wyłączność BlackBerry Storm, a Sprint (około 40 milionów klientów) rozpycha się groźnie Palmem Pre. Takie porozumienia są oczywiście bardzo atrakcyjne dla producentów smartfonów, ale także korzystne dla sieci. Jak pamiętamy legendy krążyły o tym, jak to Steve Jobs i Tim Cook wydarli od AT&T kolosalne sumy za wyłączność iPhone'a. AT&T nie wydaje się jednak żałować tej decyzji, ponieważ firma co krok ogłasza kolejne nie notowane wcześniej rekordy sprzedaży.

Przeciwko takim rynkowym praktykom protestują mniejsi gracze na rynku argumentując, że rynek zmierza ku zbyt drastycznej konsolidacji. Lokalni i mniejsi gracze nie mają dostępu do najnowszych gadżetów i przez to ich oferta nie ma szans w starciu z gigantami. Lobbing na rzecz ukrócenia porozumień pomiędzy telekomami i producentami urządzeń przenośnych wydaje się trafiać na podatny grunt w Kongresie i jest szansa, że wkrótce nastąpi inicjatywa ustawodawcza przeciwko porozumieniom typu AT&T - Apple.

Porozumienia na wyłączność mają swoje dobre i złe strony również dla konsumentów. Biorąc przykład iPhone'a - debiutował on z bardzo wysoką ceną, która nie odzwierciedlała standardowej konstrukcji pozycjonowania cenowego opartej na koszcie wytworzenia i marż obu graczy. Jednakże w ciągu dwóch lat od debiutu podstawowa cena iPhone'a spadła z 500 aż do 99 dolarów, czyli aż o 80%! To oczywiście wynik mocnego uderzenia konkurentów Apple i AT&T, które wprowadziły konkurencyjne smartfony na rynek.

Przenosząc przykład iPhone'a na realia polskie jest pewne, że byłby on znacznie bardziej dostępny dla przeciętnego konsumenta, gdyby został rozbity monopol Orange i Ery na dystrybucję iPhone'a w Polsce. Nie od dziś wiadomo, że Play aż pali się do zaoferowania swoich usług posiadaczom smartfonu od Apple.

Warto więc kibicować amerykańskiemu Kongresowi, bo może za jego przykładem pójdzie inicjatywa w Unii Europejskiej, co z pewnością skutkowałoby obniżeniem horrendalnych cen iPhone'a i innych smartfonów w oficjalnym obiegu w Polsce.

Czytaj dalej...

dodajdo.com

Nowy MacBook Pro 13'' ssie tak, że Apple nie nadąża

11 komentarze

Apple ma problem z zapewnieniem odpowiedniej liczby nowych trzynastocalowych MacBooków Pro na rynku, która odpowiadałyby aktualnemu zapotrzebowaniu. Gene Munster z Piper Jaffray donosi, że klienci muszą czekać od 7 do 10 dni roboczych, aby dostać zamówionego MacBooka Pro.

Jak donosi AppleInsider cytujący analityka Piper Jaffray, Munster musiał sięgnąć do starych notatek, aby sprawdzić kiedy wcześniej aż tak długo czekało się na komputery Apple w kolejce i okazuje się, że nigdy… Nawet w najlepszych latach dla sprzedaży maków czekało się na nie pomiędzy 5 a 7 dni roboczych. Wygląda na to, że Apple nie doszacowało chłonności rynku dla nowego MacBooka Pro. Co ciekawe klienci zainteresowani są głównie lepszym modelem trzynastocalowego Pro.

Munster uważa, że na lepszą niż oczekiwano sprzedaż nowych notebooków Apple ma wpływ splot wydarzeń: sukces tradycyjnej wakacyjnej promocji dla studentów, którzy kupując nowego maka zazwyczaj dostają bardzo atrakcyjny gratis, wyniesienie 13-calowego aluminiowego MacBooka do wyżej pozycjonowanej kategorii Pro oraz nieco lepszy klimat ogólnoekonomiczny w Stanach Zjednoczonych, który wspiera sprzedaż sprzętu elektronicznego.

Apple poda swoje kwartalne wyniki pod koniec lipca (najprawdopodobniej 24 lipca, 21 lipca). Munster oczekuje, że Apple zaraportuje sprzedaż 2,2 miliona komputerów Mac na koniec czerwca. W zeszłym roku Apple sprzedało 2,5 miliona.

Jeśli sprawdzą się przewidywania Munstera (który zaliczył ostatnio dość mocną wpadkę, kiedy nie doszacował sprzedaży iPhone'ów 3GS w pierwszym tygodniu dostępności), po raz kolejny będzie trzeba przyklasnąć marketingowemu zmysłowi Apple. Rzeczywiste różnice między markami MacBook i MacBook Pro wydają się być coraz mniej zarysowane, a mimo to poczucie tożsamości z wyżej pozycjonowaną marką u konsumentów wydaje się być dalej bardzo silne.

Czytaj dalej...

dodajdo.com

iPhone przejmuje nawigację samochodową

10 komentarze

Według ABI Research cytowanego przez "Rzeczpospolitą", w przyszłym roku 26 milionów ludzi na całym świecie będzie subskrybować usługi nawigacyjne w telefonach komórkowych. Ta sama firma analityczna uważa, że sprzedaż oddzielnych urządzeń do nawigacji samochodowej spadnie z 41 milionów w 2008 r. do 39 milionów w tym roku.

Mimo, iż kryzys dopada także rynek komórkowy, to jednak jest to segment znacznie większy od nawigatorów samochodowych. Jest na nim bowiem 1 miliard urządzeń, a coraz większą rolę zaczynają odgrywać smartfony z dużymi dotykowymi wyświetlaczami, które wyposażone są także w moduły lokalizacyjne, korzystające z satelitarnego systemu GPS. Moda na smartfony z dużymi wyświetlaczami zapoczątkowana przez iPhone'a powoli zmienia obraz rynku nawigacji. Dostawcy oprogramowania nawigacyjnego muszą otworzyć się na współpracę z producentami telefonów, aby przetrwać. Jednocześnie muszą zmienić charakter swojej działalności opierając swój biznesowy byt nie na samym hardware, lecz na oprogramowaniu, bądź też na połączeniu jednego z drugim, ale wykorzystując do tego smartfony.

Zresztą nieuchronne wchłonięcie rynku nawigatorów samochodowych przez rynek komórkowy zasygnalizowane zostało dwa lata temu, kiedy lider na rynku telefonów Nokia kupiła za 5 mld euro jednego z największych dostawców rozwiązań nawigacyjnych - firmę Navteq. Rychłe pojawienie się na rynku iPhone'a innego lidera nawigacji - Tom Tom, jak również debiut pierwszych usług nawigacyjnych, a wśród nich opartych na miesięcznym abonamencie konsoliduje zmiany na rynku. Szczególnie ciekawy jest przypadek firmy Tom Tom, która oprócz oprogramowania zaoferuje posiadaczom iPhone'a dodatkowe urządzenie z nim współpracujące, które ma znacznie polepszyć jakość nawigacji.

Mimo szumnej prezentacji podczas keynote na konferencji WWDC, Tom Tom jeszcze nie ogłosił pozycjonowania cenowego swojej aplikacji i uchwytu samochodowego, jak również nie podał oficjalnej daty pojawienia się produktów na rynku. Serwis Macworld miał jednak sposobność rozmowy z menedżerami firmy Tom Tom i wynik tych rozmów rzuca nieco więcej światła na to, jak firma z Holandii planuje swój iPhone'owy biznes.

Tom Tom wyraźnie daje do zrozumienia, że siła ich produktu leży w połączeniu oprogramowania oraz dodatkowego urządzenia wzmagającego sygnał GPS. iPhone nie posiada żyroskopu i innych technologii, które pozwalają dokładnie szacować położenie urządzenia w przypadku zgubienia sygnały GPS (np. w tunelu). iPhone nie oferuje możliwości pracy w tle, więc podczas rozmów telefonicznych nawigacja musi się wyłączyć. Po powrocie do aplikacji urządzenie powinno dalej prowadzić przerwaną nawigację. Głośnik iPhone'a nie jest zbyt głośny, co może czynić komendy nawigacyjne w nieco słabiej wyciszonych samochodach nieco uciążliwe. Wszystkie te wady i uchybienia ma naprawiać uchwyt samochodowy Tom Tom, który podłączany będzie do iPhone'a.

Promocja sprzedaży dwóch rzeczy nie będzie łatwa dla Tom Tom, bowiem oba produkty będą sprzedawane osobno: aplikacja w AppStore, a uchwyt w sklepach detalicznych. Producent musi więc zapewnić promocyjne zachęty do zakupu obu produktów, a przede wszystkim sprawić, żeby świadomość dostępności uchwytu wśród tych, którzy zdecydują się na aplikację z AppStore była duża. Nie wydaje się to przesadnie łatwe i bezproblemowe.

Mimo, iż Tom Tom nie wyjawił cen, to wyraźnie dał do zrozumienia w rozmowie z Macworld, że będzie to raczej jednorazowa opłata niż subskrypcja. To dobra wiadomość dla posiadaczy iPhone'ów, ponieważ model cenowy wprowadzony przez sieć AT&T w Stanach Zjednoczonych wydaje się być mało korzystny dla końcowego użytkownika. Wprawdzie sama aplikacja nawigacyjna Navigator jest dostępna za darmo z AppStore, ale operator każe sobie płacić 10 dolarów miesięcznie za korzystanie z niej. W przypadku dwuletnich umów abonenckich łatwo policzyć, że korzystanie z nawigacji Navigator będzie droższe niż sam iPhone!

Niestety dla posiadaczy iPhone'ów i stety dla deweloperów model zapoczątkowany przez Navigator i AT&T będzie zapewne wkrótce standardem w AppStore. Wkrótce zniknie darmowa treść mobilnych aplikacji największych i najpopularniejszych mediów na świecie, a i zapewne producenci gier oraz komunikatorów a także klientów portali społecznościowych przerzucą się na bardziej lukratywny dla nich model abonamentowy.

Dostawcy oprogramowania nawigacyjnego zdają się być pionierami nowego typu biznesu mobilnego. Większość już podpisała strategiczne porozumienia z wiodącymi producentami telefonów komórkowych oraz sieciami mobilnymi: Apello z LG, ALK Technologies z HTC, czy NIM z siecią Verizons. Rozpoczynając współpracę z Apple, Tom Tom daje sygnał innym tradycyjnym dostawcom nawigatorów: Garminowi, czy Mio do zmian. A Apple - jak to Apple - poprzez ułatwianie deweloperom zarabiania na dodatkowej treści wewnątrz aplikacji na iPhone zręcznie te zmiany przyspiesza.

Czytaj dalej...

dodajdo.com

Moje aplikacje na iPhone, cz. 9, te na 3.0

2 komentarze

Wraz z debiutem nowej wersji mobilnego systemu operacyjnego iPhone 3.0 liczyłem na zalew nowych aplikacji, które będą wykorzystywały reklamowany przez Apple "push notification". Dziwnym trafem na pulpit mojego iPhone'a trafiła do tej pory tylko jedna aplikacja obsługująca tą technologię. Nie jest to jednak żaden komunikator ani nawet mobilna wersja serwisu prasowego…; to gra - długo oczekiwany następca hitu od ngmoco:) - Rolando 2.

Na pełną recenzję z wrażeń z użytkowania iPhone 3.0 przyjdzie jeszcze czas, ale dziś mogę powiedzieć, że paradoksalnie w moim przypadku największe udogodniania nie przyniosło tak oczekiwane kopiuj/wytnij/wklej, lecz możliwość przeszukiwania zasobów mailowych (i to nie tylko tych na iPhone, ale także na serwerze!), zapamiętywanie formularzy i automatyczne logowanie na stronach internetowych przeglądanych w Safari, oraz dostępne dla posiadaczy usługi MobileMe - Find My iPhone.

Po raz pierwszy od początku mojej przygody z iPhone'm zdecydowałem się nie jailbreakować go. I zdecydowanie nie żałuję. Wprawdzie ciągle brakuje mi agregacji informacji na iPhone z Intelliscreen i ciągle uważam, że ekran początkowy iPhone'a jest dziwnie niezagospodarowany (mimo wdrożonego Spotlight), lecz profity wynikające z dużo mniej problemowego działania urządzenia są nie do przecenienia. iPhone 3G bez jailbreaka, z oprogramowaniem 3.0 jest bardzo szybki. Nie notuję "zamrożeń" urządzenia, notorycznego wyrzucania z aplikacji do pulpitu, nie muszę również często bootować iPhone'a, aby przywrócić go do sprawności.

W związku z premierą OS 3.0 pojawiły się bardzo ciekawe nowe aplikacje. Wprawdzie nie wykorzystują one jeszcze naprawdę ważnej możliwości, jaką daje "push notification", ale mimo to zdecydowanie poszerzają funkcjonalność iPhone'a w kierunku pełnej mobilności.

Fluent News

Ciągle szukam optymalnych aplikacji newsowych. Poprzednio opisywałem nowe aplikacje mediów ze stajni Ruperta Murdocha, które zrobiły na mnie kolosalne wrażenie i których do dziś codziennie używam. Ostatnio pojawiła się w AppStore aplikacja oparta na pomyśle, który sam miałem… Fluent News agreguje wiadomości z wielu źródeł, głównie z najbardziej opiniotwórczych i poczytnych amerykańskich mediów drukowanych. Z Fluent News nie musimy odwiedzać New York Times, Wall Street Journal, All Things Digital, czy CNN oddzielnie, ponieważ aplikacja zbiera nam wszystkie ważniejsze artykuły z tych i wielu innych źródeł.

Każdy artykuł informuje o źródle prezentując przy okazji logo danego medium. Bardzo ułatwia to nawigację po aplikacji, jak również oddaje należną ekspozycję medialną źródłowemu medium. Fluent News współpracuje z kontami Twitter oraz Facebook, więc bezpośrednio z aplikacji możemy tweetnąć lub ustawić status na Facebooku z informacją o ciekawym artykule.

Jedynym mankamentem aplikacji jest bardzo długi czas pobierania artykułów, co może być frustrujące wtedy, kiedy mamy tylko chwilę na zapoznanie się z interesującym nas przeglądem prasy. Niemniej jednak pomysł na aplikację jest świetny i z niecierpliwością wyczekuję aktualizacji, która przyspieszy czas prezentowania rekordów oraz wprowadzi "push notifications" dla zdefiniowanych przez użytkownika mediów, bądź tematów publikacji.

Aplikacja Fluent News jest dostępna za darmo z AppStore.

Onet

W piątej części tego cyklu opisywałem pierwszą aplikację Onetu na iPhone, która - łagodnie mówiąc - nie była najlepsza. Nie miała wbudowanej przeglądarki i po wybraniu poszczególnych interesujących nas kategorii newsów przerzucała do mobilnej Safari. Nowa aplikacja Onet.pl, która nie była aktualizacją poprzedniej, lecz zupełnie nowym programem, zawitała ostatnio do AppStore.

Jest dużo, dużo lepiej. Nowy Onet na iPhone oferuje już wewnętrzne przeglądanie wiadomości w czterech głównych kategoriach: wiadomości, biznes, sport oraz rozrywka. Klikając "więcej" uzyskujemy dostęp do mobilnej wersji pełnych przepastnych zasobów najpopularniejszego portalu w Polsce. W przypadku mojej ulubionej kategorii "sport" mamy możliwość śledzenia wyników na żywo. Nie jest to może tak intuicyjne jak w przypadku aplikacji MySoccer, ale z pewnością "używalne".

Na uwagę zwraca bardzo szybkie działanie aplikacji, która pobiera wiadomości w iście ekspresowym tempie. Większość tytułów artykułu okraszonych jest zdjęciami, co znacznie podwyższa walory estetyczne aplikacji.

Nowy Onet to krok milowy w kierunku używalności portalu Onet.pl na iPhone, choć zapewne można by pomyśleć o nieco lepszym wyglądzie aplikacji oraz automatycznych powiadomieniach (push). Co ciekawe, Onet wdrożył ostatnio automatyczne rozpoznawanie mobilnej przeglądarki iPhone'a i odwiedzając strony portalu od razu wyświetlony zostanie OnetLajt.

Aplikacja Onet jest dostępna za darmo z AppStore.

Yahoo

Nie jestem wielkim fanem Yahoo i z dostępnych aplikacji portalu używam jedynie konta na Flickr. Muszę jednak powiedzieć, że aplikacja Yahoo na iPhone zrobiła na mnie duże wrażenie. W jednym miejscu użytkownicy konta Yahoo mogą w bardzo atrakcyjny i szybki sposób dotrzeć do swojej poczty, kalendarza, książki adresowej, komunikatora, wspomnianego wyżej Flickr i wielu innych mniej lub bardziej przydatnych aplikacji.

Bardzo podoba mi się również część newsowa w iPhone'owym Yahoo. Dzięki wbudowanej przeglądarce Yahoo można szybko i celnie dotrzeć do poszukiwanych treści. W Yahoo można także stworzyć własny profil wiadomości i informacji z np. prognozą pogody, wybranymi ulubionymi kanałami RRS, czy notowań giełdowe wybranych podmiotów. Dostęp do wszystkiego mamy w jednej aplikacji w części "My Interests". Sprytne i bardzo rozwojowe. Dużo lepsze od mobilnej wersji Google'a na iPhone.

Tak jak w przypadku obu wyżej wymienianych aplikacji newsowych przydałyby się także automatyczne powiadomienia, szczególnie dla części "My Interests".

Aplikacja Yahoo jest dostępna za darmo z AppStore.

Msnbc

Mobilna wersja serwisu Msnbc zasługuje na uwagę ze względu na unikalny interfejs aplikacji. Do tej pory zdecydowana większość aplikacji serwisów newsowych w mniejszym lub większym stopniu opierała się na pomyśle USA Today: nawigacja w dolnej części ekranu, powyżej zajawki artykuł wraz ze zdjęciem po lewej stronie. Msnbc wprowadza zupełnie inny dizajn i rozwiązania. Włączając aplikację widzimy Top Stories, które rotują co kilka sekund (opcja flow). Menu nawigacyjne dostępne jest w postaci swoistego koła fortuny, które wzorowane jest na logo Msnbc. W poszczególnych listkach (bądź też jak kto woli łezkach) koła wybieramy interesującą nas tematykę publikacji po czym wracamy do sposobu prezentacji z Top Stories.

Ta bardzo udana i innowacyjna aplikacja pozwala nie tylko uzyskać dostęp do wiadomości stacji Msnbc, ale również przejrzeć materiały wideo z poszczególnych programów, poczytać blogi oraz zapoznać się z ostatnimi tweetami na kontach Twittera poszczególnych programów oraz dziennikarzy.

Tak jak w przypadku wyżej wymienianych aplikacji newsowych przydałyby się także automatyczne powiadomienia.

Aplikacja Msnbc jest dostępna za darmo z AppStore.

Na koniec dzisiejszego przeglądu dwie świetne aplikacje do obsługi zdjęć.

Postman

Postman to kolejna aplikacja, która opiera się na pomyśle, który również miałem… Za pomocą tego programiku można w łatwy i szybki sposób przygotować kartkę ala pocztową, którą można wysłać mailem, umieścić na Facebooku, Tumblr oraz Twitterze, zachować w aplikacji Zdjęcia na iPhone oraz uploadować na stronie dewelopera aplikacji postmanapp.com.

Do dyspozycji mamy dwie strony kartki: przednią oraz tylnią. Na przedniej pokazujemy zdjęcie (z zasobów iPhone'a lub wybranych template'ów) bądź też miejsce na mapie, gdzie się aktualnie znajdujemy oraz wpisujemy krótki tekst nagłówka. Na tylniej stronie wpisujemy tekst pozdrowień.

Całość projektu przygotowuje się w kilkadziesiąt sekund. Wygląda rewelacyjnie.

Aplikacja Postman jest dostępna w AppStore za 0,99 centów.

Flick It

Flick It to jeden z wielu klientów serwisu Flickr dostępnych na iPhone, ale zdecydowanie najbardziej intuicyjny i wygodny w użyciu. Flick It w zręczny sposób wykorzystuje duży ekran iPhone'a do wprowadzania opisów zdjęć, które chcemy umieścić na swoim koncie Flickr. Można oczywiście wybrać zdjęcie z zasobów aplikacji natywnej Zdjęcia, bądź też wykonać zdjęcie bezpośrednio z aplikacji.

Co wyróżnia tą aplikację na tle innych tego typu to przejrzystość interfejsu i szybkość opisu/uploadu.

Aplikacja Flick It jest dostępna za darmo z AppStore.

Poprzednie wpisy z cyklu moje aplikacje na iPhone:
Część 8
Część 7
Część 6
Część 5
Część 4
Część 3
Część 2
Część 1

Czytaj dalej...

dodajdo.com

Arrington wyprzedzi Apple

7 komentarze

Przez dłuższą chwilę wydawało się, że to blef, że gra medialna mająca na celu promocję jednego z najpopularniejszych blogów technologicznych świata. A jednak to prawda - Michael Arrington, założyciel bloga TechCrunch wyda dotykowy tablet nazwany CrunchPad.

Michael Arrington to były prawnik, który został blogerem, a jego TechCrunch należy dziś do najważniejszych niezależnych mediów piszących o nowych technologiach w Stanach Zjednoczonych. Sam Arrington należy do najlepiej poinformowanych osób o tym, co dzieje się w wiodących internetowych i technologicznych spółkach świata. Jego recenzje start-upów internetowych to wyroki, które decydują o być albo nie być przedsięwzięć.

W piątek San Francisco Business Times poinformował, że Arrington zarejestrował nową firmę CrunchPad, która ma wydać tablet do przeglądania internetu o takiej samej nazwie jak nowa spółka. Firma zarejestrowana jest w Singapurze i daje pracę 14 osobom. Sam Arrington pospieszył dodać w "New York Times", że na przełomie lipca i sierpnia zorganizuje konferencję prasową, na której ogłosi dokładną datę premiery, która ma się odbyć "jak najszybciej".

CrunchPad ma być tabletem z dotykowym ekranem, służącym tylko (albo i aż) do przeglądania internetu. Jedyną aplikacją w CrunchPadzie ma być przeglądarka internetowa, ale dzięki niej możliwe będzie nie tylko czytanie zasobów internetu, ale również oczywiście obsługa poczty internetowej oraz oglądanie plików wideo. Oznacza to, że tablet Arringtona nie będzie miał systemu operacyjnego. Nie będzie również posiadał twardego dysku, ani klawiatury (choć będzie możliwe podłączenie zewnętrznej klawiatury). Urządzenie ma kosztować mniej niż 300 dolarów.

CrunchPad będzie miał 16 milimetrów grubości i 12-calowy ekran. Urządzenie będzie pracowało na procesorze Atom od Intela i będzie obsługiwało popularną w Internecie technologię Flash (czego iPhone nie potrafi). Niczym iPod nano, CrunchPad będzie dostępny w kilku wersjach kolorystycznych.

Mimo, iż Arrington mówi, że CrunchPad będzie innym urządzeniem niż netbooki, to wydaje się logiczne, że właśnie do tego segmentu będzie trzeba ten produkt zaliczyć. Arrington również wyjaśnia, że CrunchPad będzie innym urządzeniem niż tablet, nad którym ma pracować Apple. Według niego dotykowy tablet od Apple będzie oparty na obsłudze iPhone'owych aplikacji. Urządzenie, które proponuje Arrington ma służyć tylko i wyłącznie do korzystania z dobrodziejstw sieci. Wydaje się jednak, że urządzenie proponowane przez Micheala Arringtona będzie konkurowało zarówno z netbookami, jak i potencjalnie z tabletem Apple oraz nawet iPhone'm (który jest przecież komunikatorem internetowym w kieszeni), jak również z Kindle od Amazon. Jeszcze w tym roku bloger stanie więc w szranki z gigantami branży technologicznej. Z jednej strony za przeciwników będzie miał firmy: Acer, Assustek oraz Dell, a z drugiej Apple i Amazon.

Czy jest bez szans? Patrząc na to jak CrunchPad będzie wyglądał i na jakie potrzeby rynku będzie odpowiadał - nie. Urządzenie wygląda niezwykle atrakcyjnie, a to w przypadku technologii użytkowej - jak pokazuje przykład sukcesu iPoda i iPhone'a - element niezwykle istotny. Nie da się również nie zauważyć niezwykle dynamicznego rozwoju fenomenu mobilnego internetu, czyli takiego, do którego dostęp w łatwy i przyjemny sposób mamy wszędzie. Harmonijna korelacja rozwoju smartfonów, netbooków oraz cloud computing bardzo sprzyja rozwojowi mobilnego internetu. Oferując CrunchPada szef TechCrunch poszerzy ofertę na tym rynku. Pomysł na urządzenie przenośne bez systemu operacyjnego jest czymś rewolucyjnym i innowacyjnym. Kto wie, może Arrington wydrąży nową wielką niszę w nowych technologiach, która na nowo nauczy korzystać ludzi z internetu, tak jak na początku tego wieku Apple nauczyło nas na nowo słuchać muzyki.

Jeśli odniesie sukces, to będzie to ewenement na skalę światową. Tylko pomyślmy - bloger, który staje w szranki z tymi, których na co dzień opisuje. Niech Apple się pospieszy ze swoim tabletem, bo w 2010 roku może być na tym rynku nieco posprzątane.

* zdjęcie CrunchPada znalazłem na TechCrunch. Więcej zdjęć tego urządzenia dostępnych jest tutaj.

Czytaj dalej...

dodajdo.com
 

Przemysław Pająk. Spider's Web 2008 - 2009. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, modyfikacja, wprowadzanie do obrotu, publikacja, dystrybucja w celach komercyjnych bez zgody właściciela tej strony są zabronione.