W dzisiejszym przeglądzie wybranych tekstów z archiwum bloga Spider's Web kolejny tekst, który po raz pierwszy ukazał się w 2006 r. w magazynie "Trendy Food". "Magia zakupów" to jeden z tekstów, z których jestem niezwykle zadowolony i również często do niego wracam. Czemu? Bo uwielbiam "centra handlowe" - są ekranem współczesnego, postmodernistycznego świata.
Dzisiejsze hipermarkety, supermarkety, galerie handlowe, „shopping malle”, nowoczesny kanał dystrybucji czy jakkolwiek inaczej by je nazwać, są dziełami sztuki, w którym widzowie (klienci) biorą aktywny udział. Akt zakupów dokonywanych w hipermarketach jest rodzajem masowego happeningu. Można zaryzykować stwierdzenie, iż współczesne centra handlowe stanowią szukane od wieków przez największych myślicieli swoiste „perpetum mobile”. Są przecież samonapędzającym się żywym organizmem. Życie hipermarketu jest bajkowym spełnieniem marzeń przeciętnego współczesnego człowieka o luksusie, przepychu i bogactwie. Wszystko na wyciągnięcie ręki.
Średniowieczny człowiek postawiony w samym sercu Silesii City Center, powiedzmy gdzieś w okolicach Placu Tropikalnego, zapewne wpadłby w obłęd, lub w najlepszym wypadku rzuciłby się na kolana błagając Boga by zabrał go z piekła. Jego system asocjacji motywów, znaczeń, symboli i zjawisk nie pozwoliłby mu na jednoznaczne odkodowanie multi-kompleksowego świata hipermarketu. Stojąc na wysokości wielofunkcyjnej fontanny w Silesii City Center w Katowicach można przecież dostrzec multum obiektów pozostających w jawnej opozycji do siebie: ludzi popijających kawę i jedzących ciastka, damskie manekiny z wykwintną bielizną, męskie modele z szykownymi garniturami, kolorowe okładki czasopism i książek, najnowszy model samochodu, reklamy hamburgera i frytek, czy gustowne firanki i zasłony - wszystko emanujące odrębną symbolistyką, stylistyką, czy wręcz swoistym monumentalizmem.
Spojówka współczesnego człowieka, przyzwyczajona do bezustannego zappingu pośród licznych kanałów telewizyjnych i gier komputerowych doskonale funkcjonuje w hipermarkecie. To właśnie ten kolaż paralelnych światów przyciąga ją w to miejsce. A miejsce to szczególne – miejsce, w którym spotka się profesor akademicki i mechanik samochodowy, bogaty biznesmen i przeciętny zjadacz chleba z pensją nie przekraczającą 800zł, ksiądz proboszcz i złodziej kieszonkowiec, a różnice między nimi będą praktycznie niedostrzegalne. Wszyscy razem będą nieświadomie uczestniczyć w tworzeniu największego masowego happeningu od czasów starożytnego teatru - zakupów.
Z archiwum: Magia zakupów
Etykiety: prasa, public relations, publikacje
Z archiwum: Bohaterowie są zmęczeni
Etykiety: Apple, Bill Gates, Microsoft, publikacje, Steve Ballmer, Steve Jobs
Dziś w ramach wykopalisk archiwalnych bloga Spider's Web mój pierwszy tekst opublikowany w "Newsweeku Polska" w lipcu 2008 r. (a trzeci z kolei dla nich przygotowany…). "Bohaterowie są zmęczeni" przedstawia dwie wielkie postaci świata tech: Billa Gatesa i Steve'a Jobsa, którzy w 2008 r. stali na rozdrożu swoich karier. Czytając ten tekst dzisiaj prawie dwa lata po publikacji widać, że wszystkie pytania dot. Steve'a Jobsa pozostają otwarte. Wciąż nie ma na nich odpowiedzi, a w moim odczuciu są kluczowe jeśli chodzi o przyszłość firmy Apple na rynku. Pytania o Steve'a Ballmera również pozostają otwarte, choć… w dwa lata po jego debiucie u sterów Microsoftu mamy już chyba czytelny obraz jego sposobu zarządzania firmą…, nieprawdaż?
Gates i Jobs to dwie największe postaci świata nowych technologii. Wśród pokolenia trzydziestoparoletnich szefów Google, Yahoo, MySpace, AOL, czy Flickr, traktowani są jako ci, którzy stworzyli świat komputerów i oprogramowania, podwaliny ich sukcesu. Od zawsze w opozycji do siebie, od zawsze w nieustannym wyścigu o palmę pierwszeństwa, od zawsze kompletnie różni. Dzisiaj życie rzuca ich na rozstaje dróg. Gates znajduje się tam z własnej nieprzymuszonej woli; Jobs może nie mieć wyboru.
Bill Gates od zawsze był wizjonerem, naukowcem (chociaż bez formalnego tytułu) ubranym w szaty biznesmena. To wybitny myśliciel, filozof głoszący swe teorie w dobie postmodernistycznego świata nowych technologii. Steve Jobs to z kolei artysta z maniakalnym uwielbieniem dla prostoty i detalu. To mag negocjacji biznesowych i jedyny człowiek na świecie, który powalił na kolana trzy z największych rynków na świecie: informatyczny, filmowy oraz muzyczny.
Czas biegnie jednak nieubłaganie także dla nich. Gates oficjalnie przechodzi na emeryturę biznesową 1 lipca 2008 roku, co zresztą zapowiadał od 10 lat. Jobs, po przebytej w 2004 roku chorobie nowotworowej musi powoli myśleć o swoim następcy w Apple.
Gates to dzisiaj bardziej filantrop i polityk, obywatel świata, którego głównym celem jest zbawienie ludzkości. Gotów jest rozdać swoją 50 miliardową fortunę byle by zostawić świat trochę lepszym, niż jest teraz. Jobs to ciągle rekin biznesu, z radością pożerający nowe rynki. Z niekłamaną satysfakcją ogłosił właśnie nowy cel – rynek telefonii komórkowej powodując popłoch wśród wiodących graczy na rynku.
| Reakcje: |
Z archiwum: Debriefuj outdoor w media planie
Pierwszy z serii kilku wpisów wygrzebanych z przepastnego już archiwum Spider's Web to "Debriefuj outdoor w media planie". Oryginalnie tekst ukazał się w magazynie "Trendy Food" (dziś na rynku jako "Trendy"), którego przez rok byłem felietonistą. Bardzo lubię czasami wrócić do tego tekstu, bo ciągle jest aktualny.
Język współczesnego marketingu z pewnością stoi w sprzeczności do ustawy o ochronie języka polskiego. Wielu może wydawać się, iż marketing jest sztucznie przepełniony terminami anglojęzycznymi. Postronny człowiek nie z branży miałby trudności z odkodowaniem znaczenia wywodów marketingowych, które codziennie wypełniają rozmowy wewnątrz działów marketingu i między marketingowcami a agencjami reklamowymi czy domami mediowymi. Czy to bełkot terminologiczny, slang branżowy wyemancypowanych marketingowców, czy też może naturalny proces przyswajania nowych terminów przez język ojczysty w dobie globalizacji?
Brief, debrief, point-of-sale material, above-the-line, below-the-line, GPR, outdoor, TGI, brand health, brand dynamics, media plan, break list, public relations – to codzienne terminy, którymi posługuje się świat marketingowy. Terminy te funkcjonują jako klucze znaczeniowe otwierające pola tematyczne w świecie marketingowym. W marketingu, gdzie wszystkie projekty są na wczoraj, tego typu słowa-klucze znajdują bardzo podatny grunt ze względu na szybkość ekspresji werbalnej. Niosą ze sobą pewien kod tematyczny, który rozumiany jest w mig przez inne osoby z branży. Nie trzeba więc stosować długich przemów, a posłużyć się takim słowem-kluczem i wszystko staje się jasne. Szybkość ekspresji anglojęzycznych terminów marketingowych jest więc w tym przypadku kluczowym aspektem.
Dla postronnego człowieka anglojęzyczne naleciałości mogą wydawać się bełkotem terminologicznym, a sami marketingowcy oskarżeni o sztuczne podkreślanie własnej „fachowości”. Zapewne puryści językowi byliby oburzeni słysząc w jaki sposób porozumiewa się na co dzień branża marketingowa. Zazwyczaj bowiem jest tak, iż nie tylko wplata się słowa angielskie w codzienne wypowiedzi, ale również do słów angielskich dodaje się polskie końcówki fleksyjne. Język angielski zna je jedynie w szczątkowej formie, natomiast w języku polskim odmiany fleksyjne są wszechobecne i to one nadają znaczenie słowom. Naturalnym procesem będzie więc dodawanie odpowiednich, wynikających z kontekstu polskich końcówek fleksyjnych do marketingowych terminów pochodzenia angielskiego. Stąd takie efemerydy jak „debriefować”, „brandy”, czy „follow-upy”.
| Reakcje: |
Ogłoszenie duszpasterskie 3
Spider's Web bierze tygodniowy urlop i wróci do regularnego pisania od 15 marca. W czasie mojej nieobecności na Spider's Web pojawią się wybrane archiwalne teksty. To z myślą o nowych czytelnikach, których nie mało w ostatnim czasie. Wybrałem kilka lepszych w moim odczuciu, przekrojowych tekstów, które do tej pory się u mnie pojawiły. A że Spider's Web ma już 2 lata, to i tekstów się sporo nazbierało.
Korzystając z okazji poinformuję również o wynikach eksperymentu na blogu, które wdrożyłem w połowie lutego:
Kanał wpisów
Jak wiecie zdecydowałem się na zamknięcie pełnych wpisów w kanale RSS bloga. Mimo kilku bardziej lub mniej głośnych narzekań RSSowicze nie wywalili mnie ze swoich czytników. Co więcej od połowy lutego średnia liczba osób subskrybujących Spider's Web wzrosła o kilkaset osób, więc operację uważam za udaną. Kanał wpisów pozostanie więc krótki, także dlatego, że klikalność z kanału na bloga wzrosła o kilkaset procent.
Komentarze Disqus
Wdrożenie nowego systemu komentarzy okazał się strzałem w 10. Nie tylko system Disqus wygląda dużo lepiej co komentarze Bloggera, ale poprzez swoje funkcjonalności zachęca do komentowania. Cieszy mnie bardzo, że coraz częściej moi czytelnicy decydują się na zamieszczanie komentarzy pod wpisem. Mam nadzieję, że ten pozytywny trend będzie kontynuowany.
| Reakcje: |
Newsweek: Na ratunek prasie
Etykiety: iPad, Kindle, Newsweek, prasa, publikacje
W ostatni poniedziałek, tj. 1 marca 2010 r., "Newsweek Polska" opublikował mój kolejny tekst pod tytułem "Na ratunek prasie". Oto jego treść:
Od połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku co rusz pojawiają się głosy zapowiadające śmierć prasy drukowanej. W ostatnich miesiącach takie opinie są coraz głośniejsze, bo sprzedaż gazet i reklam prasowych spada w dwucyfrowym tempie. Być może jednak za sprawą rosnącej popularności e-czytników prasa ocaleje w formie cyfrowych wydań na urządzenia mobilne. Pod koniec stycznia, na kilka dni przed pierwsza publiczną prezentacją iPada - tabletu skonstruowanego przez Apple - "Wall Street Journal" wręcz porównał Steve'a Jobsa do Mojżesza, który z góry Synaj zniósł tabliczki z przykazaniami dla wiernych. iPad ma ocalić świat -- w tym przypadku świat mediów drukowanych.
Według szacunków Consumer Electronics Association, w 2009 r. na świecie sprzedało się 2,2 mln e-czytników. Za sprawą debiutu iPada w 2010 r. sprzedaż ma skoczyć do ok. 10 mln. Do tej pory prymat na rynku e-prasy dzierżyła firma Amazon z czytnikiem Kindle. Rozwijany od 2007 r. Kindle, mimo umiarkowanych sukcesów w sprzedaży, wywalczył sobie w Ameryce status drugiego iPoda, czyli elektronicznego gadżetu, który funkcjonuje w świadomości przeciętnego konsumenta. Dzięki temu Amazon był w stanie wymusić na wydawcach jałmużnicze warunki - tylko 30 proc. przychodów ze sprzedaży książek i prasy w Kindle przelewane było na ich konta. Apple wkracza na rynek z odwrotnym modelem oferując 70 proc. dla wydawców sprzedających treści w iPadzie.
Kindle i iPad to nie jedyne urządzenia mobilne przeznaczone do elektronicznej konsumpcji prasy i książek. Na rynku jest kilku konkurentów w postaci czytników Nook od Barnes & Noble, Reader Pocket Edition oraz Reader Touch Edition od Sony, a w Polsce eClicto od Kolportera. Wszystkie one powielają jednak pomysł firmy Amazon. iPad Apple'a oferuje natomiast dużo więcej niż Kindle. Kolorowy wyświetlacz z technologią multidotyku pozwoli na obcowanie z e-prasą w dużo bardziej intymny sposób niż czarno-biały ekran Kindle z gąszczem nawigacyjnych przycisków. W przeciwieństwie do statycznego Kindla, iPad ma oferować szereg multimedialnych dodatków w postaci interaktywnych materiałów wideo, czy integracji z serwisami społecznościowymi. Świetnymi przykładami nowego wymiaru e-prasy są koncepty iPadowych wydań magazynów "Wired" oraz "Sports Illustrated", których wersje demonstracyjne można obejrzeć na YouTube, i które zachwyciły użytkowników (z grubsza przypominają znane z filmów o Harrym Potterze gazety z ruchomymi zdjęciami). iPadem zafascynowany jest także największy inwestor na globalnym rynku prasy, szef firmy News Corp. Rupert Murdoch, który w jednym z wywiadów powiedział, że liczy na dużo większą sprzedaż "Wall Street Journal" na iPada niż na Kindle, gdzie codziennie czytelnicy kupują 30 tysięcy egzemplarzy e-gazety.
| Reakcje: |
iPad ląduje w kwietniu. W Stanach ląduje
Znamy już oficjalną datę premiery iPada w Stanach Zjednoczonych - to 3 kwietnia 2010 r, czyli kilka dni później niż ogłoszone 60 dni podczas keynote Apple'a 27 stycznia. Na początek iPad będzie dostępny jedynie w modelu z WiFi. O polskiej premierze iPada nic nie wiadomo.
Dzisiaj w notce prasowej Apple poinformował ustami Steve'a Jobsa, że supernowa branży technologicznej wyląduje na Ziemi 3 kwietnia. - iPad to coś kompletnie nowego - pisze Steve Jobs - Jesteśmy podekscytowani faktem, że nasi konsumenci będą mogli zapoznać się z tym magicznym i rewolucyjnym produktem i połączyć się ze swoimi aplikacjami i treściami w bardziej intymny, intuicyjny i fajniejszy sposób niż kiedykolwiek wcześniej.
Warto zapamiętać te słowa, bo zdaje się, że obrazują pozycjonowanie funkcjonalne iPada - połączyć się z aplikacjami i treścią w bardziej intymny, intuicyjny i fajniejszy sposób niż kiedykolwiek wcześniej… Zainteresowanych tym, co to oznacza z dumą odsyłam do moich dwóch wpisów wymiany myśli z Bartkiem Skowronkiem:
Tablet? Konsumpcja mediów głupcze!
Re: Ale ja w ogóle nie palę..!
| Reakcje: |
Moje aplikacje na iPhone, cz. 16
Ostatnio regularnie co miesiąc pojawiają się na Spider's Web kolejne wpisy z cyklu "moje aplikacje na iPhone". To dobrze świadczy o poziomie nowych produktów w AppStore. Przy takim ogromie wszelakiej maści "dzieł" i "dziełek" ciągle pojawiają się poważne aplikacje, które czynią iPhone'a wyjątkowym produktem. Tym razem naprawdę fajny przegląd nowości, bo kilka z nich to kapitalne pozycje.
Telegraph
Poszukiwania optymalnej aplikacji newsowej na iPhone'a trwają, choć na dziś nie wygląda na to, żeby cokolwiek mogło zagrozić fenomenalnemu Guardian, który funkcjonalnością i zasobami treści bije wszystkich na głowę. Ostatnio w AppStore pojawił się iPhone'owy klient innej popularnej gazety angielskiej - "Daily Telegraph". Nie jest to może najpiękniejsza z aplikacji (kolory jakieś takie smutne), ale jest przejrzyście i czytelnie, bo i układ dokładnie taki jak w większości aplikacji mobilnych wydawnictw prasowych. Telegraph na iPhone wyróżnia się tym, że spory nacisk położono na treści wizualne - są oddzielne zakładki "photos" i "video", gdzie można uzyskać dostęp do uaktualnianych na bieżąco materiałów. Fajną funkcją jest także "report", gdzie możemy wysłać do "Daily Telegraph" ciekawą informację, która zasługuje na zainteresowanie gazety. Aplikacja ląduje na piątym pulpicie mojego iPhone'a, gdzie trzymam rzadziej odwiedzane aplikacje prasowe.
Telegraph jest dostępny za darmo z AppStore.
Echofon Pro
Kiedyś już pisałem o aplikacji Twitterfon. Aplikacja niedawno zmieniła nazwę na Echofon - to iPhone'owy klient serwisu Twitter. Przyznam, że z dużym zaciekawieniem podszedłem raz jeszcze do tego programu i… jakże się zdziwiłem, że to takie świetne dzieło! Zafascynowany ergonomią Tweetie przestałem się przez chwilę interesować aplikacjami twitterowymi, a tu nagle tak kapitalne dzieło. W czym Echofon jest lepszy od Tweetie? Przede wszystkim obsługuje technologię Push, więc gdy ktoś nas cytuje lub wyśle nam prywatną wiadomość via Twitter informacja o tym pojawi się na ekranie iPhone'a nawet przy wyłączonej aplikacji. Ale.., to jeszcze nie wszystko - Echofon na iPhone'a świetnie współpracuje z Echofon na Mac w pełni synchronizując przeczytane już przez nas tweety pomiędzy komputerem a iPhone'm. Niby podstawowe funkcjonalności, ale w Tweetie tego nie ma, więc do czasu aż będzie… żegnaj Tweetie na iPhone i Mac i witaj Echofon na iPhone i Mac.
Echofon Pro jest dostępny za 4,99 dol. z AppStore. Echofon na Mac jest dostępny za darmo (to publiczna beta programu) stąd.
| Reakcje: |
Mark Zuckerberg jak Steve Jobs
Etykiety: Apple, Facebook, Google, John Sculley, Mark Zuckerberg, Steve Jobs
Mark Zuckerberg to 25 letni, najmłodszy amerykański miliarder na papierze. W amerykańskich mediach rozgorzała właśnie dyskusja nad tym, kiedy Facebook zdobędzie się na wejście na giełdę. Ewentualne IPO Facebooka zrobiłoby z Zuckerberga miliardera z prawdziwymi zielonymi miliardami dolarów w kieszeni. Ale ponoć szef Facebooka nie spieszy się z giełdową monetyzacją swojego biznesu. Facebook ciągle jest na niezwykłej fali dynamicznego wzrostu zbierając na całym świecie nowych użytkowników, więc prawdziwe oszacowanie potencjału biznesowego będzie możliwe dopiero wtedy, kiedy wzrosty przyrostu użytkowników wyhamują. Już dziś jak na dłoni widać jednak, że 400 milionów użytkowników, które Facebook już ma czynią go internetowym graczem na poziomie Google'a.
400 milionów użytkowników to bowiem 400 milionów potencjalnych klientów, którzy swoimi klikami codziennie mogą głosować na miliardy dolarów na kontach Facebooka. A to przecież z pewnością nie koniec. Ile Facebook może zebrać znajomych i fanów z całego świata do swojego serwisu? Patrząc na to, że aktualnie do internetu podłączonych jest ok. 50% globalnej ludności (czyli ok. 2,5 mld osób), to chyba założyć można, ze 50% z nich mogłoby być zainteresowanych internetową interakcją ze znajomymi via Facebook. A przecież sieć się rozszerza, a nie kurczy - nie tylko wszerz dodając nowe regiony świata, ale także w pionie dzięki smartfonom generującym mobilny dostęp do internetu.
| Reakcje: |
Jak Apple zmiękcza przeciwnika
Etykiety: Android, Apple, Google, HTC, iPad, iPhone, Nexus
Kiedy Steve Jobs pokazywał światu iPhone'a w 2007 r. mówił tak: "Złożyliśmy wnioski na 200 patentów wokół wynalazków w iPhone i zamierzamy je chronić. Ale żeśmy go opatentowali" (w oryginale ostatnie zdanie brzmiało: Boy did we patent it!). Wczoraj Apple wdrożył w życie ochronę, o której mówił Jobs skarżąc producenta Nexusa, firmę HTC o kradzież opatentowanych technologii. Chodzi jednak nie o HTC, ale medialne pogrożenie palcem Google'owi i zmiękczenie przeciwnika.
Prominentni przedstawiciele Apple'a i Google'a mogą sobie oficjalnie mówić wszem i wobec, że stosunki pomiędzy obiema firmami są doskonałe. Media i tak wiedzą swoje co rusz donosząc o kolejnych punktach zapalnych pomiędzy byłymi do niedawna parterami biznesowymi. I mają rację, gdyż zbyt wiele dziś jest obszarów, na których obie firmy mają podobne interesy. Wystarczy wspomnieć jedynie iPhone vs. Nexus, iPhone OS vs. Android, Quatrro Wireless vs. AdMob, czy Safari vs. Chrome, a to przecież nie wszystko.
Mimo tego obie firmy nie występują oficjalnie przeciwko sobie, bo wciąż mają wiele wspólnych punktów. Wybierają ruchy pośrednie, właśnie takie jak wniosek Apple'a skierowany przeciwko HTC, uważnie obserwując reakcje prawdziwego przeciwnika po tym jak już krzykną - mamy cię. Tym razem reakcja broniącego się Google'a jest dość zdecydowana, gdyż przedstawiciel firmy z Mountain View oficjalnie poinformował, że Google "będzie wspierać system operacyjny Android oraz partnerów, którzy pomogli go rozwijać". Rzecznik HTC dodał, że firma jest w trakcie analizy dokumentów Apple'a pospiesznie jednak dodając, że "HTC szanuje prawo patentowe, ale będzie bronić swoich własnych technologicznych innowacji".
Apple oskarża producenta Nexusa - HTC - o złamanie 20 opatentowanych rozwiązań, włącznie ze sposobem zarządzania zasilania, a nawet ze sposobem uruchomiania urządzenia przenośnego za pomocą ślizgu palca na ekranie. - Możemy siedzieć i obserwować jak konkurencja kradnie nasze opatentowane rozwiązania albo możemy coś z tym zrobić. Zdecydowaliśmy się coś z tym zrobić - mówi Steve Jobs cytowany w informacji prasowej Apple'a zaraz dodając - Uważamy, że konkurencja to zdrowa rzecz, ale nasi konkurenci powinni stworzyć swoją własną oryginalną technologię a nie kraść naszą.
| Reakcje: |
W Manager MBA o Steve'ie Jobsie
Etykiety: Apple, prasa, publikacje, Steve Jobs
W najnowszym, marcowym wydaniu magazynu "Manager MBA", który od 1 marca powinien być dostępny w większości dobrych punktów z prasą znajduje się dobry artykuł autorstwa Leszka Cielocha na temat Steve'a Jobsa. W tekście znajduje się także moja wypowiedź.
Przekrojowy artykuł o szefie Apple'a zatytułowany "Jobsokracja iSpołeczeństwa", pisany bardziej z pozycji oceny jego zdolności menedżerskich, sposobu prowadzenia biznesu i relacji ze współpracownikami nie mógł trafić na rynek w ciekawszym momencie, gdyż z jednej strony niedawno ukazała się w polskim wydaniu książka "Być jak Steve Jobs" Leandera Kahney'a, a z drugiej wiemy, że w końcu pojawi się autoryzowana biografia Steve'a Jobsa autorstwa Waltera Isaacsona.
Warto sięgnąć do "Manager MBA" również dlatego, że Leszek Cieloch dotarł do samego Steve'a Jobsa. Moja wypowiedź zamieszczona przy artykule w "Manager MBA" jest następująca:
| Reakcje: |





